Kiedy trzy lata temu zmienialiśmy zasłony w salonie, najbardziej zależało nam na czymś, co wpuści dużo światła, ale nie zamieni pokoju w akwarium widoczne z ulicy od zmroku. Sklepowe rolety dzień-noc wyglądały nieźle na zdjęciach, ale w naszym mieszkaniu z dużym oknem od zachodu okazały się zbyt ciężkie wizualnie do jasnych, drewnianych mebli. Zdecydowaliśmy się na żaluzje bambusowe, głównie z ciekawości, bo wcześniej znaliśmy je tylko z hoteli i restauracji o etnicznym wystroju. Poniżej piszę, jak to wygląda po trzech sezonach użytkowania, co się sprawdziło, a czego raczej nie oczekiwaliśmy na starcie.
Dlaczego akurat bambus, a nie klasyczna roleta?
Szukając wcześniej inspiracji, przeglądaliśmy głównie zdjęcia żaluzji bambusowych w salonie urządzonym w stylu boho albo skandynawskim, z rattanowymi fotelami i sporą ilością zieleni. Zależało nam na materiale, który wygląda naturalnie w dotyku, a nie wyłącznie efektownie na fotografii z bliska.
Żaluzja bambusowa przekonała nas też z prostszego powodu – w przeciwieństwie do plastikowych lameli nie miała tego charakterystycznego, chłodnego połysku, który w naszym salonie zawsze wyglądał trochę biurowo. Bambusowe żaluzje sprzedawane były w kilku odcieniach, od bardzo jasnego po ciemny, przypalany brąz, więc dopasowanie do podłogi z drewna okazało się prostsze, niż się obawialiśmy.
Pierwsze wrażenie po montażu – inne światło w pokoju
Zanim żaluzja z bambusa trafiła na okno, spodziewaliśmy się głównie efektu wizualnego. To, co zaskoczyło najbardziej, to zapach – świeży bambus pachnie lekko trawą i drewnem, i ten zapach trzymał się jeszcze przez pierwszy tydzień.
Światło przechodzące przez cienkie listewki bambusa układa się na podłodze w delikatne, ciepłe pasy, zupełnie inne od równego światła spod rolety z tkaniny. Przy wietrze z otwartego okna listewki lekko stukają o siebie – dla nas to przyjemny dźwięk, choć wiem, że nie każdy chciałby go słyszeć wieczorem przy telewizorze.
Rzeczy, które podobają mi się do dziś
Po trzech sezonach kilka elementów wciąż działa tak, jak liczyliśmy na początku, i to one najczęściej pojawiają się w rozmowach, kiedy ktoś pyta o te żaluzje przy okazji wizyty:
- ciepły, naturalny kolor, który starzeje się ładnie i z czasem tylko ciemnieje o odcień, bez plastikowego wyglądu po latach;
- możliwość ustawienia kąta lameli tak, żeby w pokoju było widno, a jednocześnie nie widać było wnętrza z chodnika po zmroku;
- lekkość materiału, przez którą mechanizm podnoszący działa bez zacinania się, inaczej niż przy naszej wcześniejszej, ciężkiej roletce rzymskiej;
- zgodność ze stylem wnętrza, do którego dokładaliśmy później więcej naturalnych materiałów, jak lniane poduszki i drewniane ramy na zdjęcia.
Minusy, które wychodzą na jaw po dłuższym użytkowaniu
Nie chcę pisać o tym rozwiązaniu tak, jakby nie miało żadnych wad, bo kilka rzeczy naprawdę zaskoczyło nas na mniej przyjemny sposób.
Pierwsza sprawa to pyl, który osiada między listewkami i widać go dokładnie pod światło, zwłaszcza na jaśniejszym bambusie. Druga rzecz, ważniejsza – żaluzja bambusowa nigdy nie zaciemnia pokoju w stopniu, w jakim robi to gruba roleta zaciemniająca, bo między listewkami zawsze zostają wąskie prześwity światła. W sypialni, gdzie ktoś śpi do późna albo pracuje na zmiany, to bywa realnym problemem, a nie drobną niewygodą, którą łatwo przeoczyć przed zakupem. Zdarzyło się nam też, że jedna z listewek pękła po nieuważnym szarpnięciu podczas mycia okna, a naprawa całej sekcji lameli okazała się trudniejsza niż wymiana zwykłej taśmy w roletce.

Sposoby na czyszczenie, które faktycznie u nas zadziałały
Kilka metod czyszczenia próbowaliśmy zanim znaleźliśmy taką, która nie zajmuje całego popołudnia. Warto zacząć od najprostszych kroków:
- Odkurzanie miękką szczotką raz na dwa tygodnie, zamiast czekania, aż pył zbierze się w widoczną warstwę.
- Wycieranie lekko wilgotną, nie mokrą ściereczką, bo nadmiar wody powoduje wypaczanie się cienkich listewek.
- Unikanie środków na bazie silikonu, które na bambusie zostawiają matowe, trudne do usunięcia smugi.
- Suszenie żaluzji w pozycji podniesionej po każdym czyszczeniu, żeby woda nie zalegała między listewkami.
Bambus, drewno czy tkanina – jak to wygląda z naszej perspektywy?
Zanim zdecydowaliśmy się na wersję bambusową, porównywaliśmy ją głównie z żaluzją drewnianą i klasyczną roletą materiałową, bo te trzy opcje pojawiały się najczęściej w naszych poszukiwaniach.
| Materiał | Nasze wrażenie z użytkowania | Do czego pasuje najlepiej |
| Żaluzje bambusowe | ciepłe światło, ale bez pełnego zaciemnienia | salon, jadalnia, pokój dzienny |
| Żaluzja drewniana | solidniejsza, ale zauważalnie droższa w naszym przypadku | gabinet, sypialnia z umiarkowanym nasłonecznieniem |
| Roleta materiałowa | lepsze zaciemnienie, mniej naturalny wygląd | sypialnia, pokój dziecięcy |
Czy warto zdecydować się na żaluzje bambusowe?
Po trzech sezonach patrzymy na tę decyzję bez żalu, choć dziś pewnie zapytalibyśmy sprzedawcę o więcej szczegółów dotyczących pękania listewek i sposobu naprawy pojedynczej sekcji. Żaluzje bambusowe sprawdziły się u nas w salonie, gdzie liczy się przede wszystkim atmosfera i naturalne światło, a nie pełne zaciemnienie na potrzeby snu. W pomieszczeniu, w którym priorytetem jest cisza, ciemność albo odporność na wilgoć, postawilibyśmy raczej na inny materiał, ale w tej konkretnej roli bambus wciąż wygląda u nas dobrze i nie żałujemy tej zamiany.
Żaluzje bambusowe dostępne w ofercie w tym miejscu.